Zanim napiszę opowiadanie,napiszę tylko,że główną bohaterką jest Courtney(czytaj Kortni).Opowieść będzie śmieszna.
"Dwa różne światy"cz. 1
Wszystko zaczęło się od momentu,kiedy Courtney spała.
-Courtney...
-Tak?
-Courtney...
-Ależ jasne,że wyjdę za Ciebie!
-COURTNEY!
Nagle Courtney obudziła się ze snu bardzo wystraszona.Można powiedzieć,że o mało zawału nie dostała.
-Kto?Co?Jak?Gdzie?Która godzina?
-Jest...-zaczęła mama,ale nie zdążyła dokończyć zdania,a za 5 minut widziała ją gotową i wystarczyło tylko,żeby zjadła śniadanie i ubrała się w kurtkę,buty itd.
-No,to która godzina?-zapytała z wystraszoną miną.Co będzie,jak się spóźni?
-Lekcje zaczynają Ci się o 8:00...-powiedziała mama,ale nie zdążyła dokończyć
-Ale która godzina?Jestem spóźniona?-wypytywała Courtney.
-Gdybyś dopuściła mnie do głosu,powiedziałabym Ci.-rzekła lekko wkurzona mama.
-Przepraszam mamo,mów dalej-przepraszała Courtney.
-Więc chciałam Ci powiedzieć,że lekcje masz o 8:00,a jest 6:45.-odpowiedziała mama.
-Dlaczego obudziłaś mnie tak wcześnie?-spytała osłupiała Courtney.
-Chciałam z Tobą porozmawiać...-mama Courtney znowu nie dokończyła.
-O czym?-zapytała Courtney,ale odpowiedzi nie dostała,tylko złe spojrzenie mamy i szybko zrozumiała,o co chodzi i przeprosiła.
-Od tygodnia gadasz przez sen,i jeszcze nie zauważyłaś,kto do Ciebie mówi.Jak myślisz,normalne by to było,gdyby dziewczyna do własnej matki powiedziała"Ależ jasne,że wyjdę za Ciebie!"!?
-Tak-skłamała Courtney.
-Ja jakoś nie sądzę.Zapiszę Cię do psychologa,żeby tak nie było.
-Mamo,proszę...-i tym razem to Courtney nie zdążyła dokończyć.
-Nie,to dla Twojego dobra.-odparła zimno.
-A co jak uznają mnie za wariatkę?Nie trafię przypadkiem do psychiatryka?-zapytała z płaczem.
-Za takie coś nie wyślą Cię do psychiatryka.-powiedziała beztrosko.
-Więc po co mnie wysyłasz do psychologa?!-krzyknęła Courtney.
-Mówiłam Ci już,dlaczego.A tak wg,to o czym Ty myślisz dziewczyno,o niebieskich migdałach?
Courtney nic nie odpowiedziała,tylko schowała głowę pod poduszkę,a resztę ciała pod kołdrą.
-Chodź,jedziemy na świetlicę,ale najpierw zjedz zdrowe śniadanie.Dziś masz wszystkie lekcje.
Zjadły śniadanie i pojechały.Courtney udawała wesołą,ale kiedy mama sobie poszła,rozpłakała się.
-Co się stało?-zapytała Katie.
Courtney opowiedziała jej historię,a kiedy skończyła,jak na zawołanie przybiegła Lucy i powtórzyła pytanie.
-Za dużo mrugałam i teraz łzy mi lecą z oczu.-powiedziała Courtney,zanim Katie zdążyła otworzyć usta.
-Nie wierzę Ci.-odpowiedziała Lucy.
-Ona nie kłamie!-popierała przyjaciółkę Katie.Katie była znana z tego,że " nie umiała kłamać".
-No dobra,skoro ona tak mówi,to tak jest.-odpuściła Lucy.
Sytuacja powtarzała się kilka razy z kilkoma dziewczynami,aż w końcu Katie mogła udzielić jej rady albo pocieszyć.Potem Courtney zapomniała o tym i fajnie się bawiły,aż do początku lekcji.
-Kto?Co?Jak?Gdzie?Która godzina?
-Jest...-zaczęła mama,ale nie zdążyła dokończyć zdania,a za 5 minut widziała ją gotową i wystarczyło tylko,żeby zjadła śniadanie i ubrała się w kurtkę,buty itd.
-No,to która godzina?-zapytała z wystraszoną miną.Co będzie,jak się spóźni?
-Lekcje zaczynają Ci się o 8:00...-powiedziała mama,ale nie zdążyła dokończyć
-Ale która godzina?Jestem spóźniona?-wypytywała Courtney.
-Gdybyś dopuściła mnie do głosu,powiedziałabym Ci.-rzekła lekko wkurzona mama.
-Przepraszam mamo,mów dalej-przepraszała Courtney.
-Więc chciałam Ci powiedzieć,że lekcje masz o 8:00,a jest 6:45.-odpowiedziała mama.
-Dlaczego obudziłaś mnie tak wcześnie?-spytała osłupiała Courtney.
-Chciałam z Tobą porozmawiać...-mama Courtney znowu nie dokończyła.
-O czym?-zapytała Courtney,ale odpowiedzi nie dostała,tylko złe spojrzenie mamy i szybko zrozumiała,o co chodzi i przeprosiła.
-Od tygodnia gadasz przez sen,i jeszcze nie zauważyłaś,kto do Ciebie mówi.Jak myślisz,normalne by to było,gdyby dziewczyna do własnej matki powiedziała"Ależ jasne,że wyjdę za Ciebie!"!?
-Tak-skłamała Courtney.
-Ja jakoś nie sądzę.Zapiszę Cię do psychologa,żeby tak nie było.
-Mamo,proszę...-i tym razem to Courtney nie zdążyła dokończyć.
-Nie,to dla Twojego dobra.-odparła zimno.
-A co jak uznają mnie za wariatkę?Nie trafię przypadkiem do psychiatryka?-zapytała z płaczem.
-Za takie coś nie wyślą Cię do psychiatryka.-powiedziała beztrosko.
-Więc po co mnie wysyłasz do psychologa?!-krzyknęła Courtney.
-Mówiłam Ci już,dlaczego.A tak wg,to o czym Ty myślisz dziewczyno,o niebieskich migdałach?
Courtney nic nie odpowiedziała,tylko schowała głowę pod poduszkę,a resztę ciała pod kołdrą.
-Chodź,jedziemy na świetlicę,ale najpierw zjedz zdrowe śniadanie.Dziś masz wszystkie lekcje.
Zjadły śniadanie i pojechały.Courtney udawała wesołą,ale kiedy mama sobie poszła,rozpłakała się.
-Co się stało?-zapytała Katie.
Courtney opowiedziała jej historię,a kiedy skończyła,jak na zawołanie przybiegła Lucy i powtórzyła pytanie.
-Za dużo mrugałam i teraz łzy mi lecą z oczu.-powiedziała Courtney,zanim Katie zdążyła otworzyć usta.
-Nie wierzę Ci.-odpowiedziała Lucy.
-Ona nie kłamie!-popierała przyjaciółkę Katie.Katie była znana z tego,że " nie umiała kłamać".
-No dobra,skoro ona tak mówi,to tak jest.-odpuściła Lucy.
Sytuacja powtarzała się kilka razy z kilkoma dziewczynami,aż w końcu Katie mogła udzielić jej rady albo pocieszyć.Potem Courtney zapomniała o tym i fajnie się bawiły,aż do początku lekcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz